….zawsze za reke…

żeby nie poszło do kosza..

sentyment trzyma mnie przy tym blogu.. pomimo ze czas pisania juz minal.. tego pisania tu.. moze moglabym zaczac od nowa? eh… chyba nie… czasem czytanie starszych wpisow pomaga mi spojrzec z dystansem na to jak sie zmienilam… jaka bylam a jaka jestem teraz…

bunt dorastania przeszedl :) maly bunt do swiata pozostal ale zdecydowanie wiecej we mnie wiary w ludzi.. wiecej pokory.. mniej krzyku.. wielu rzeczy nauczylam sie nie mowic.. bo czasem nie warto.. to stawianie sie przekornie wszystkiemu na przeciw nie jest potrzebne.. czasem trzeba cicho przejsc nad czyms do porzadku dziennego.. przyzwyczaic sie…

pozostalam naiwna.. naiwnie wierze w ludzi i swiat.. i czasem dostaje za to ale niejednokrotnie pomaga mi to w zyciu.. w moich codziennych sprawach..

wychodze za maz :) za rok ale to z kazdym dniem coraz blizej.. kiedy zaczelismy nasze bycie razem bylam nastolatka… w listopadzie minie siedem naszych wspolnych lat :) bylo raz gorzej, raz lepiej… jak u wszystkich :) dwa razy dzielilismy juz prawie rzeczy na pol.. przekrzykiwalismy sie kto wezmie kota a kto komputer.. ale zlosc mijala.. szybciej lub wolniej ale wracalismy na wspolna droge.. razem, za reke… i mam nadzieje ze tak zostanie na zawsze.. kiedys ktos spytal mnie „przyszla Ci kiedys chwila watpliwosci? pomyslalas kiedys ze moze jednak nie na cale zycie?” otoz nie.. nigdy nie przyszla do mnie taka mysl.. zawsze wiedzialam ze na wieki wiekow, my to my… razem.. zawsze za reke

Nowina..

Ah… chcialabym dodac, ze zareczylam sie :)

moj On zaplanowal wszystko idealnie… zaskoczyl mnie tym niesamowicie :)

27.09.2009, wieczor, Londyn, London Eye :)

bylo cudownie… plakalam jak bobr :)

Dziekuje :* dla Ciebie sa wszystkie moje dni…

wspomnienie…

Luka….?

Czytasz to czasem….? nie moge uwierzyc, ze jeszcze tu zagladasz :)

tyle lat minelo…nie mam w gruncie rzeczy kontaktu z nikim z tamtych osob, ktore swego czasu stanowily moj swiat … ale bylam mloda.. dziecinna… :) nauczyliscie mnie wiele…

pogubilam sie gdzies w szarosci dni.. zatracilam kontakty.. moze tak mialo byc… ktos bliski czesto powtarza mi, ze wszystko co sie dzieje ma swoj cel…

ile lat maja Twoje dzieci? sa w tym wieku juz w jakim ja bylam wtedy?… pamietam jak kiedys powiedziales mi, ze chcialbys aby twoje dzieci mowil tak jak ja kiedy beda w moim wieku :)

doroslam od tamtego czasu… starzeje sie juz *3

Dziekuje za pamiec… to bardzo mile :)

Moje zdrowie za jeszcze lepsze jutro :) chociaż teraz i tak jest mi bardzo szcześliwie i bezpiecznie…

dzięki Niemu :* oświetla każdy mój dzień..

Twoje zdrowie Raja..

Postanowienia..

Postanowienia…


Noworoczne? W ramach naprawy? Obojętnie jak to nazwe… jeśli nie zmienie swojego zachowania On odejdzie.. dostalam wczoraj ostatnią szanse… ostatnia bo chyba jeszcze nigdy nie było tak zle…

 

 

Czuje jak się odsunął.. czuje jaka w ciagu paru dni zrobila się przepasc miedzy nami… a może to przepasc tworzyla się od dawna ale dopiero teraz ją widze?

 

 

Zrobiłam z siebie księżniczkę.. wszystko dla mnie.. wszystko mi się należy.. wymagałam aby staral się mocniej i mocniej.. jeszcze bardziej.. a tymczasem On staral się najmocniej jak mogl… tylko mi było ciagle malo…

 

Nie zdawalam sobie sprawy.. nie widziałam.. nie umialam sobie uświadomić, ze robie zle…

 

 

Mój On to naprawde cudo.. wyjatkowy facet… najlepszy z najlepszych.. caly mój swiat…

 

 

Dostalam szanse na poprawe ale w pewnym sensie go stracilam i boje się… bardzo się boje ze nie uda mi się go odzyskac..

 

Boje się do niego przysunąć.. powiedziec.. boje się jak to odbierze.. czuje jak nagle daleko jest ode mnie będąc jednoczesnie na wyciagniecie reki.. tlumacze sobie ze musi mu jeszcze na mnie zależeć skoro postanowil sporobowac raz jeszcze.. ale boje się ze to co zostalo w jego sercu do mnie to tylko niewielka czastka tego co było…

 

 

Jak mam to naprawic.. ?

 

 

Zmienie wszystko.. oddam wszystko i zrezygnuje ze wszystkiego… schowam dume i wszystkie swoje pragnienia.. chyba za kare.. tylko, żeby to pomoglo…

 

 

Bardzo mi ciezko.. ale mi się należy… caly strach, wszystkie lzy przez ostatnie dni bardzo mi się nalezą..

 

 

Co się ze mna stalo? Co stalo się ze mna, że- będąc tak naprawde na starcie zycia- zrobiłam się taka zgorzkniala, taka wszystkim zniesmaczona i niezadowolona..

 

 

Chciałam zamknąć go w zlotej klatce.. ale wiedze, ze On nie jest w stanie tego wytrzymac..

 

 

Ciezko przychodzi mi zaufanie.. to glowny problem wszystkiego.. i ciezko przychodzi mi zrozumienie ze mam ciezki charakter, że nie widze swoich bledow

 

 

Naprawde nie wiem teraz jak mam się wobec niego zachowywac.. szesc razy mysle zanim cos zrobie.. rozmawiamy… ale bliskość gdzie uciekla..

 

Mam nadzieje ze wroci.. ze znow zbliżymy się do siebie.. ze uda mi się to naprawic…

 

 

Będę się starac kochanie.. wiem, że tego nie przeczytasz.. ale obiecuje, że będę się starac.. Bo jestes moim calym zyciem.. i bez Ciebie nie będzie mnie…

 

Zastanawiam sie..

Zastanawiam sie czasem czy jeszcze jest tu po co wracac..

Blog.. duzo lat mojego zycia.. duzo przezyc jest w nim opisanych.. bardzo kiedys ulatwial mi zycie.. bardzo kiedys pomagal mi dawac sobie rade ze soba wtedy kiedy jeszcze byly dwa domy… mala lampa i owocowa herbata.. i tamten z cieplym w zimie piecem..

Mam teraz wrazenie ze juz nie potrafie pisac o sobie… Bardzo sie zmienilam.. czasem samej trudno mi uwierzyc jak mocno… i wcale nie jest mi z tym dobrze..

Niechce mi sie juz walczyc.. o nic.. o przyjazn, o zwiazek, o lepsze dni.. Nie mam sily.. Wypracowalam w sobie doskonala obojetnosc.. to czego tak zawsze nienawidzilam towarzyszy mi teraz czesto.. Zbyt czesto.. Nie mam checi dbac o swoj czas, dom, plany… Brakuje mi cierpliwosci do realizacji swoich marzen… Bo za mocno utkwilo we mnie przekonanie, ze i tak sie nie spelnia..

Tak wiele sobie obiecuje.. tak wiele postanawiam zrobic.. i na tym zazwyczaj sie konczy.. na postanowieniu wlasnie.. i nigdy nie ide dalej w tym kierunku w ktorym chcialam isc.. Zazdroszcze innym…

Zazdroszcze sily…

Chociaz zawsze gralam silna dziewczynke… Bzdura… Nie jestem taka.. To tylko gra…

Walcze za innych.. Tak jak walczylam o Nia.. o to zeby wreszcie zrozumiala, ze nie powinna tak robic.. Walczylam o Nia piec lat.. i dla Niej mialam ogrom sily.. Ogrom cierpliwosci aby po raz setny tlumaczyc ze nie powinna tak robic.. Dla Niej.. Dla Niej przestawilam bym gory bo byla przy mnie przez znaczna czesc mojego zycia… I udalo sie.. Nie wiem czy dzieki mnie czy nie.. Wazne ze sie udalo, ze zrozumiala…

Dla Niego znajde tysiac wymowek od wszystkiego.. Dla Niego zrobie wszystko chocby ostatkiem sil.. Bo jest moim zyciem..

Dla Niej, Dla Niego, Dla Rodzicow, Dla Brata… dla nich moge wszystko.. dla nich mam cierpliwosc, sile, checi..

Ale nie dla siebie… o siebie nie chce mi sie walczyc.. bo to niewazne co bedzie ze mna..

Stalam sie bardzo samotna.. mimo wielu ludzi naokolo… „samotny w tlumie”… tak sie czuje.. bardzo samotna i opuszczona..

Bluszcz…

jestem taka.. oplatam go ja bluszcz.. chce obronić przed światem bojąc sie że ten właśnie świat mi Jego zabierze…

a tym właśnie go odpycham.. nigdy nie chciałam być małą dziewczynką uzależnioną od swojego mężczyzny.. ale właśnie taka sie zrobiłam..

dużo sie wydarzyło.. dużo złego… poczułam sie zdradzona.. oszukana.. skrzywdzona i nadal nie mogę uwierzyć ze to sie wydarzyło.. nadal nie moge wytłumaczyć sobie jak mogl tak żartować… to bardzo bolało.. bardzo mocno..

chyba najmocniej bolało to, że nie pokazał jakiejś dużej skruchy.. że podzielił winę na nas dwoje.. a to On to napisał.. to On sprawił, że poczułam sie zdradzona..

nie jestem bez winy.. nigdy nie byłam.. robie wiele rzeczy które ciężko jest Jemu znieść.. robie rzeczy, których nie powinno sie robić komuś kogo sie kocha.. ale nawet gdy jest źle nie szukam pocieszenia u nikogo innego..

a poczułam sie jakby On szukał.. ociekł od problemu.. uciekł od tego co działo sie miedzy nami źle, do rozmów z nią…

nienawidzę jej.. mogłabym zrobić jej krzywdę.. mogłabym ja zniszczyć.. bez mrugnięcia okiem.. za to że sie pojawiła.. że przez jakiś tam moment była lepsza ode mnie.. nienawidzę jej.. i nigdy nie chce słyszeć jej imienia..

bardzo staram sie Jemu na nowo zaufać.. wiem że bez tego nie będzie nic… bez mojego zaufania nie może być dalej cokolwiek miedzy nami..

ale boje sie że zniszczę to co probujemy już któryś raz naprawiać w ostatnim czasie.. boje sie że zniszczę to domysłami.. że zbyt mocno będę wszystko analizować…

nie umiem nie myśleć… nie umiem wyciszyć sie.. zapomnieć na chwile.. wszędzie szukam podstępu.. wszędzie doszukuje sie tego czy On na pewno nie kłamie.. niszczę siebie i Jego…

jestem jak bluszcz.. zrobiłam z niego swoje życie.. zrobiłam z niego cały swój świat.. i kiedy mówił mi że to już nie ma sensu żebyśmy byli razem bo wiele sie zepsuło.. to ja czułam jakby ktoś zabierał mi tlen..coś bez czego nie mogę żyć…

staram sie pamiętać tylko te dobre rzeczy.. staram sie pamiętać, że kiedy postawiłam warunek to On wybrał mnie.. staram sie wierzyć w jego słowa że to nic nie znaczyło.. probuje pamiętać, że nie mógł powiedzieć mi ze mnie nie kocha..bo kocha.. staram sie nie myśleć o wątpliwościach…

muszę dać sobie rade.. żeby nie zepsuć tego.. muszę dać sobie rade żeby nie powiedzieć kiedyś sobie że to ja to zepsułam..

tu muszę wyrzucić z siebie wszystko.. kiedy myśli przejdą przez palce wydaja sie inne.. tu muszę zapisać żeby za chwile spojrzeć na to z innej strony..

chyba nie chciałabym żeby On to czytał.. bałabym sie całkowitej szczerości.. niektórych rzeczy w tej sprawie nie mogę mu wyjaśnić.. niektórych uczuć jakie to we mnie wywołało nie mogę Jemu powiedzieć.. bo lepiej miedzy nami zamknąć już ta sprawę.. zacząć na czysto od nowa.. obiecałam do tego nie wracać…

wiec tylko tu przed sobą mogę powiedzieć jak to przeżyłam..

Nadal…

Chyba nie umiem pisać ja dawniej… chyba nie potrafię znaleźć w sobie siły by właśnie tu cieczy się z tego, co mam… to miejsce to bardziej księga smutków i żali… smutków, których nie umiem powiedzieć na glos…

Jestem zdziwiona ze po najróżniejszych wydarzeniach świat płynie dalej tak samo… jestem dziecinnie zaskoczona ze teraz, kiedy moja świat nie jest taki sam… ze wtedy, kiedy dla mnie świat się w pewnym sensie skończył… ze … ze nic się tak naprawdę nie zmieniło… ze ludzie dalej stali w korkach, ze wtedy akurat ktoś cos świętował… wtedy, kiedy dla mnie w ciągu czterech dni umarły resztki mojego dzieciństwa… wtedy, kiedy tak bezsilnie patrzyłam jak on odchodzi…

Minęło już pol roku…a ja nie mogę sobie dać rady… ciągle myślę ze gdzieś wyjechał… w telefonie nadal mam wpisany jego telefon.. I nie mogę odważyć się, aby go skasować… nie poszłam na cmentarz długo po pogrzebie.. Nie było mnie tam naprawdę dużo za długo… nie chciałam widzieć tablicy z napisem.. Z jego imieniem i nazwiskiem.. I z ta data..

Nigdy raczej nie wierzyłam w jakieś magiczne rzecz.. Ale to, co działo się wtedy było magiczne… dokładnie sześć lat wcześniej działo się to samo ze starsza pania, która tak cudownie wprowadzała mnie w świat.. Myślicie ze to przypadek ze on zaczął odchodzić dokładnie tego dnia, którego ona zmarła sześć lat wcześniej… ze to tez był dokładnie wtorek…

Nadal o tym myślę.. Nadal nie mogę pogodzić się z tym ze go nie ma…

Jestem w tym wieku, kiedy jeszcze boimy się śmierci…, kiedy jeszcze nikt nie może sobie dać rady z myślą ze kiedyś będzie czul ze umiera…

Bardzo się boje…

Pare lat temu poczułam strach o Tatę… wtedy, kiedy stracił przytomność w garażu…. Długo po tym, kiedy zamykałam oczy słyszałam Mame jak krzyczała żeby jej nie zostawiał… pamiętam to jak dziś.. Pamiętam jak błagałam o pomoc przez telefon… pamiętam jak bardzo pragnęłam żeby otworzył oczy…jak stałam przed domem modląc się żeby karetka już przyjechała… pamiętam jak strasznie się martwiłam, kiedy poszedł po wszystkim spać… długo bałam się spać….

Jak mam sobie dać rade?

Nie rozmawiam z nikim o tym…. Chyba nie potrafię.. Chyba wydaje mi się ze nikt nie zrozumie… ja jestem późnym dzieckiem, od kiedy tylko umiałam liczyć sprawdzałam ile lat będą mieli moi rodzice, kiedy ja będę miała dziesięć…. Dwadzieścia czy trzydzieści,…dlatego nikt bliski mi nie potrafi zrozumieć mojego leku… o to ze oni mogliby nie zobaczyć mojego ślubu… nie doczekać wnuka…

Boje się tych myśli…